Dane kontaktowe - otwórz formularz odblokowania.
Numer użytkownika (1)|
SPIS TREŚCI:
ÓSMA PODRÓŻ ŻEGLARZA SINDBADA MORDERSTWO HARUN AL RASZyDA. HASSAN I JEGO PIĘĆ ŻON. MĘDRZEC Z ZA MORZA. OSTATNI CENTAUR 2 NOWYCH DNI: ZŁOTOWŁOSA DZIEWCZYNKA OSTATNI CENTAUR Właśnie łysy jak kolano męża, wykutego w marmurze, kwaśny, jak stara jedzą, kapłan Zeusa lał wino na ołtarz, zmarszczymszy nie¬chętnie czoło, sądził bowiem, że dla tradycji marnuje się dary boże, którym nie ma równych i wcale głupio cześć się oddaje ojcu bogów i lu¬dzi, co zapewne ubolewa wraz" ze swym kapła¬nem nad stratą uczciwego napoju, — kiedy zdy¬szany, brudną skórą wilczą okryty pasterz li¬chwiarza Hymonidesa, przybiegł pędem od strony lasu, co się chwiał nad morskim brzegiem. Wbiegł w gromadę- ludzką i począł rozpaczliwie wyma¬chiwać rękoma, zgoła jak człowiek pijany, co więcej przez dzień cały dolewał wina do wody, niż wody do wina, jak winien czynić człowiek rozsądny, jeśli kto z boku patrzy. Krzyczał przy tem głośno i przeraźliwie, jak aktor, alboteż go-łibroda, stojący na progu swego domostwa i krzy¬kiem zachęcający ludzi dziko obrosłych, filozo¬fów, złodziei i poetów. Spojrzeli' na niego wszyscy z gniewem, albo¬wiem Zeus mógłby zapłonąć złem oburzeniem, gdyby lada chłystek barbarzyńskim swym krzy¬kiem przerywał modły. To też słynny z rzuca¬nia kamieniem, przytem filozof w wolnych chwi¬lach, dwa tylko zęby mające na przodzie, Pyta- kos z Aten, rzekł, zwróciwszy się do lichwiarza Hymonidesa: — Pachołek twój jest dziki, jak zbójca z gór i jeśli Zeus trądem go nawiedzi, będzie to po I mojej myśli, Hymonidesie, sługa bowiem może zarazić swego pana! Poczerwieniał ten mocno i odpowie: — Nie chcę ci być dłużnym w odpowiedzi, a jednak radbym, abyś ty mi był mniej dhiżny. Zważ, że mowa twoja jest bezczelna, boś mi winien trzy drachmy, za co cię Zeus pokarze odjęciem władzy w nogach, w głowie bowiem odjął ci ją już dawno. — Uciszcie się! — krzyczał człowiek, który umiał leczyć ból zębów, — niech mówi pachołek! 1 Pasterz stał przerażony, tylko rękoma wy¬machiwał coraz gwałtowniej, na las wskazując od czasu do czasu, krzyczał przytem dziwnie ■*• rozmaite słowa bez sensu, jak człowiek na poły I niemy. Przystąpił tedy do niego pan jego, Hy-monides, a chwyciwszy go jedną ręką za wy¬płowiałą brodę, drugą tłukł go po gębie powoli i dostojnie, nie spiesząc się, jak przystało na człowieka, który powszechnej zażywa czci. Mó¬wił przy tem: — Czemu nie pilnujesz świń, lecz gonisz po mieście, psując bruk? Czy chcesz, aby pękła żółć Pytakosowi i'żeby skonał, zanim dług swój spłaci ? Gsza zaległa w gromadzie, albowiem sumie¬nie każdego liczyć poczęło, ile jest winien Hy-monidesowi, który za procent brał oliwę, gołę¬bie i figi; raz zaś piekarz Alcides {sklep jego ła-cno znajdziesz, gdyż czuć go zdaleka wszełkiem niechlujstwem), nie mając ani fig, ani gołębia, pozwolił mu za procent używać swej żony przez czas niejaki, licząc noc każdą za miarę wina i pół miary fig, gdyż niewiasta to już była sta¬teczna i miała lat sześćdziesiąt cztery. Krzyczał Hymonides: Pocoś tu przyszedł, synu trojańskiego konia ? — Słusznie go tak nazwałeś, gdyż brzuch jego jest pusty, — wtrącił Pytakos i splunął ze wzgardą. Pasterz chwycił wreszcie oddech, poczem to samo uczynił z ramieniem Hymonidesa, które się wydłużyło w kij; wreszcie począł mówić z przerażeniem: — Uciekłem!... W lesie jest potwór... Widzia¬ łem człowieka, który ma kopyta... ■— Co ma? — Kopyta i ogon ma ten człowiek... Oo!... Oo!.., krzyknął na mnie, potem po mnie prze¬ biegł... Ręce mi połamał i nogi... Oo!... o!... Przerażenie padło na dostojne zgromadzenie; stali długą chwilę, jakby ich kto pozmieniał w drzewa, aż wreszcie człowiek, który filozofji uczył, podniósł z ziemi kamień, podszedł ostroż¬nie do pachołka i patrzącemu w twarz bystro, z całej siły począł go.tłuc kamieniem po łbie. — Za co mnie bijesz ? — zawył pachołek. A filozof rzekł spokojnie: - Nie jest tak, jak myślałem, umysł jego est jasny. Uderzyłem go, aby się dowiedzieć, czy nie bredzi, ałbo nie jest pijany. Potem zawołał głośno: ,. ■ ■— Obywatele! ten człowiek mówi, że widział Centaura! I jakby się przestraszył tego słowa, ujął w race poły chitona i począł uciekać szybko, r jak jeleń; wszyscy zaś. krzyknąwszy w niebo-głosy, rozbiegli się w śmiertelnej trwodze na wszystkie strony, aż się kurz podniósł z ziemi. Wiele godzin upłynęło, kiedy pozamykani dotąd po domach, zaczęli ostrożnie wychylać na ulice najpierw głowy, potem dopiero nogi, słu-sznie mniemając, że raczej głowę można na szwank narazić niźli inną część ciała, więcej pożyteczną. Zeszli się znowu wszyscy razem, pilnie na wszyst¬kie bacząc strony, aż filozof Pytakos wszedł na podniesienie i począł mówić odważnie i wcale głośno: — Jeśli to prawda, obywatele, co mówił pa¬ chołek, tedy wiem ci ja już, kto niedawno zwa¬ lił słup marmurowy na rynku i wiem, kto rzu¬ cił w morze pięć nocy temu Fojosa, który się upił ze zmartwienia, pobiwszy żonę. —- Rzekłeś! — krzyknęli obywatele. — Jeśli to prawda, — wołał filozof, — wiem , już, kto kradnie od wielu dni wino, przeznaczone I na ofiary dla Afrodyty... — Rzekłeś! — krzyknął gromkim głosem łysy jak kolano kapłan i poczerwieniał nagle z wewnętrznego wzburzenia. — Oooo! — krzyknęli obywatele. — Centaur to czyni! Więcej wiem jeszcze. Niedawno temu pod domem Xantypy, która, cho¬ ciaż ma piegi i lewą łopatkę wyższą od prawe], jednak jest piękna jak słońce, grał ktoś nocą na cytrze, za co małżonek jej, szewc znakomity, pobił zbyt silnie Dromiosa, co sprzedaje figi! A czyż Dromips ma cztery nogi, gdyż tyle ich wskazywały ślady na błocie przed domem ? He! he! — krzyknęli obywatele, — mowa twoja jest rozumna i bystra. Zaprawdę dwie tylko nogi ma dobry Dromios. Zły to szewc, — mówił filozof, — który nie wie, ile nóg uczciwy ma obywatel, co sprze¬daje figi, zła zaś to niewiasta, która zadaje się z koniem, porządnego szewca mając w łożu swem na zawołanie. — Centaur to był! — zawołało miasto, — mów, co mamy czynić? — Schwytać Centaura! — krzyknął gromko filozof. — Stać! obywatele, nie uciekajcie! — O! o! — Niech całe miasto, uzbroiwszy się w miecz i puklerz, wyruszy społem i otoczy las. Szmer się podniósł najpierw taki, jaki czy¬ nią pszczoły, poczuwszy dym, poczem urósł w zgiełk, jaki panuje zazwyczaj na rynku, zgiełk zaś zmieniać się począł powoli we wrzask, jaki czynić zwykły kobiety, srodze rzemieniem sma¬ gane po plecach, wrzask zaś szybko urósł w ryk, który wydają z siebie ludzie bardzo pijani. Krzyk ■był taki, jakby'Persowie, włosy kręcący w loki, przybyli na stu Okrętach do miasta; krzyknęło całe miasto, jakby nie jeden, lecz tysiąc ludzi, umiejących rwać zęby w niem mieszkało i za. niedługą chwilę rozbiegł się tłum po domach szukając oręża. . ' Sojka, przerażona wrzawą, zerwała się z gac- łęzi i wrzeszcząc, jako oni, dla dodania sobie odwagi, przeleciała nad ich głowami, plugawe na niejednej zostawiając ślady, co za dobrą po¬czytano wróżbę. Szedł tedy tłum, bijąc w brzęczące, zardze¬wiałe tarcze, — potrząsając mieczami, które podczas pokoju służyły do podrzynania gardzieli cielętom, co ginęły jak rycerze od miecza, — napinając łuki, powiązane sznurkami i smaro¬wane smołą, dla tem większej sprawności. Wrzawa była tak wielka, że Zeus, ze snu zbudzony, zahuczał z nagła grzmotem gdzieś na widnokręgu, aby było nieco ciszej. — Radujmy się! — krzyknął szewc, — który pobił Dromiosa, — Zeus grzmi, aby nam dodać odwagi. Tedy podnieśli wszyscy wrzask tak srogi, - że morze ucichło. Słońce zniżało się ku zachodowi, kiedy ludzka gromada otoczyła las. — Śmierć Centaurom 1 — ryczał cyrulik, jakby nie on, lecz jemu rwali zęby na rynku, koło akademji. — Śmierć! — krzyknęli. Okrążali las powoli i ostrożnie; tysiąc włó¬czni zwróciło się ostrzem w gąszcz; szli powoli i ostrożnie, pilnie na każdy szmer bacząc, go¬towi do ucieczki. — Centaur! Centaur!—krzyknąłnagleTrojos, Z lasu wypadł z wielkim tupotem wspaniały Centaur, dzierżąc w dłoniach wyrwane z korze¬niem drzewo oliwne; cytrę miał zawieszoną na rzemieniu na plecach; pierś miał rozrosłą i mo- cną, gęsto włosem okrytą, sierść gniadą i ogon wspaniały, który powiewał za nim na wietrze, przystanął i oni przystanęli, patrząc z niezmierną rwogą i nie wiedząc, co czynić; on zaś, spojrzał a nich z pogardą i krzyknął: — Szalbierze i g'upcy! Przychodzicie późno, gdyż przed wami były tu wasze żony. Klnę się na Styx i moje kopyta, żem je miał wszystkie, starych wyjąwszy... — Śmierć! — krzyknęła rzesza i sto strzał pobiegło w jego stronę, lecz źle były mierzone, każdy bowiem strzelał drżącemi rękoma, a strze¬ liwszy, porzucał sznurkami powiązany łuk i ucie¬ kał co tchu w stronę miasta. On zaś, najpierw przysiadł na zadzie, jakby chciał runąć na nich, potem jednak, lekko i spra¬wnie, zwrócił się w stronę morza i biec począł truchtem. - — Ucieka! — krzyknął tłum i rzucili się, w pogoń. ; Centaur biegł, nie, spiesząc, przystawał zaś od czasu do czasu, a wtedy i oni, z nagła przy¬stanąwszy, ważyli się na piętach. Znowu krzy¬knęli i znowu pobiegli, — wspaniałego Centaura otaczać poczęło półkole, przypierając go do morza. ■ Zapał ich uniósł, a strach, największy wojo¬wnik, dodał im sił, tak, że bezczelnie poczęli na-stawać, prąc coraz bardziej. W tem wymierzył ±óryś lepiej i zardzewiały- grot strzały utkwił w boku Centaura; ból go podegnał, jak bicz, dyz mu się z pod kopyt podniósł tuman, a zie¬mia dudnić poczęła. Rozglądnął się w biegu, szu- kając, którędyby mógł ujść, lecz już nie było wyjścia; gromada ludzka otoczyła go gęstą sie¬cią, przed nim zaś huczało morze. Gnało go wy¬cie i ryk, leciały chmurą strzały, już jedna drgała mu w pęcinie, choć nadaremnie nogą gwałto¬wnie w opętanym potrząsał biegu, w barkacli miał ich dziesięć i dziesięć w szyji. Tysiąc ludzi było przeciwko niemu, czuł, że słabnie. — Żywcem go brać! — ryczała gromada. — Nie zabijać! Będzie woził wodę! Poderwał się Centaur, jak spłoszony rumak i bryzgnął grudą z pod kopyt. Już byli nieda¬leko i za chwilę byliby rzucili pęta na pora¬nione jego nogi, szybsze od wiatru. — Żywcem! żywcem! —■ krzyczał tłum. Nagle się stała rzecz dziwna. Centaur zarywszy w piach kopyta, zwrócił się szybko w inną stronę, gdzie sterczały skalne złomy, spojrzał z niezmierną pogardą na hała¬strę, z którą walczyć nie chciał, a której miał wozić wodę, rozpędził się i goniąc jak wicher, — zniżył głowę. ■— Ucieka! — krzyknęli ludzie. A on przepędził tak wiele kroków w szalo¬nym galopie i w tym pędzie uderzył głową o skałę tak, że aż mózg trysnął, potem zwalił się martwy. — Oo! oo ! — zawył tłum, zawiedziony i przy¬ biegłszy co prędzej, począł wściekle i bez pa¬ mięci kłuć grotami w ostatnim dreszczu drga¬ jące pyszne cielsko. WIELKOŚĆ 18x13CM,TWARDA INTROLIGATORSKA OPRAWA Z NAKLEJONĄ PRZEDNIĄ ORYGINALNĄ OKŁADKĄ,LICZY 230 STRON. STAN :OKŁADKA DB/DB-,STRONY SĄ POŻÓŁKŁE,3,5CM NADERWANIE 2 KARTEK 225-226,227-228 NA BOCZNEJ KRAWĘDZI,2 STRONY SĄ POKREŚLONE OŁÓWKIEM,KILKA INNYCH STRON MA MAŁE ZAPLAMIENIA, POZA TYM STAN W ŚRODKU DB . KOSZT WYSYŁKI WYNOSI 8 ZŁ - PŁATNE PRZELEWEM / KOSZT ZRYCZAŁTOWANY NA TERENIE POLSKI,BEZ WZGLĘDU NA WAGĘ,ROZMIAR I ILOŚĆ KSIĄŻEK - PRZESYŁKA POLECONA PRIORYTETOWA + KOPERTA BĄBELKOWA / . WYDAWNICTWO BIBLJOTEKA POLSKA WARSZAWA 1921. INFORMACJE DOTYCZĄCE REALIZACJI AUKCJI,NR KONTA BANKOWEGO ITP.ZNAJDUJĄ SIĘ NA STRONIE "O MNIE" ORAZ DOŁĄCZONE SĄ DO POWIADOMIENIA O WYGRANIU AUKCJI. PRZED ZŁOŻENIEM OFERTY KUPNA PROSZĘ ZAPOZNAĆ SIĘ Z WARUNKAMI SPRZEDAŻY PRZEDSTAWIONYMI NA STRONIE "O MNIE" NIE ODWOŁUJĘ OFERT KUPNA!!! ZOBACZ INNE MOJE AUKCJE ZOBACZ STRONĘ O MNIE ![]() |
Powyższy cytat pochodzi ze strony: http://allegro.pl/item2060261337.html